n w    w w w w

baner
Aktualnie otwarte:   Gimnazjum w Jordanowie Biblioteka szkolna Scenariusz uroczystości - na Święto Niepodległości 11 Listopada
large small default
Scenariusz uroczystości - na Święto Niepodległości 11 Listopada

 

Bo nie ma ziemi wybieranej, jest tylko ziemia przeznaczona

 

 

(Scenariusz na Święto Niepodległości 11 Listopada)

 

 

 

                                                              I

 

(Aktorzy wchodzą na scenę w codziennych ubraniach ze zgaszonymi zniczami i kładą je w wyznaczonych miejscach)

 

 

Jak tu prawdę o Polsce powiedzieć

 

 

Jest w duszy polskiej ukryty zakątek

Gdzie błądzą ciche lat umarłych cienie

Leży tam kamień grobowych pamiątek

A pod kamieniem krwawi się wspomnienie

 

Jedenasty Listopad.

 

Czy ty słyszysz jak Szopen w tę noc w listopadzie’

Swoje ręce z marmuru na klawiszach kładzie

I gra

            (muzyka Szopena głośniejsza, a potem cichsza)

 

Jak polonezem przez Łazienki płynie

   

           (muzyka cichnie)

 

 Wplatając między strofy pieśń o rozmarynie…

 

Jak na dźwięk pieśni zjawiają się oni’

Ci najwierniejsi Polsce towarzysze broni.

Błękitne hallerczyki, dumne szwoleżery

Strzelcy w szarych mundurach

 

(Aktorzy zdejmują codzienne ubrania, zostają w kostiumach – czarne stroje)

 

Są już wszyscy.

 

Jak zawsze w tę noc listopada

Kiedy ta armia cieni w ciszy raport składa

 

(Piosenka „Wojenko, wojenko, cóżeś to za pani…”)

 

 

                                                              II

 

 

 

 

Nasamprzód oczy. Kawaleria, pięć szabel, piechota

Miękkim kurzem, co w rosie napuszył się polnej

Idzie armia, od chłodu rannego dygota-

 

I zastęp rycerski wyrastał jak łan

 

I znowu krwawiła pierś polska od ran

 

I mogił przybyło na błoni

 

 

Na wzgórzach raz w raz biją salwami baterie

 

              (szybko, rytmicznie, coraz głośniej, bardzo głośno, powtarzają kilka razy)

 

Paliły się chałupy, stodoły i stogi

Pod biały namiot dymów kuliły się miasta.-

 

A tam- na wschód-dudniły, turkotały drogi:

Tępo walił-czternasty, piętnasty, szesnasty

 

Na wzgórzach raz w raz biją salwami baterie       (jak wyżej)

 

I coraz ciężej było nieść głowę na plecach,

 

I coraz czarniej było w lasach na Wołyniu

 

Kul arkany w piekielnym chórze i klangorze

Wyją jak biesy urwane ze smyczy…

 

Jęczą wichury-powietrze zżyma się i syczy

Jak smagane przez Persa kańczugami morze

 

Na wzgórzach raz w raz biją salwami baterie      (jw.)

 

Na polach pusto-pola są teraz niczyje-

Śmierć tam jeno szerokie skrzydła rozpostarła…

 

Słońce zgasło na kwiatach-i zieleń umarła…

Trawami kule błądzą i syczą jak żmije

 

Na wzgórzach raz w raz biją salwami baterie           (jw.)

 

Kowalski-rozerwany granatem

 

Ignaczak-cztery kule w pachwinę

 

Nowak-od szrapnela

 

Marciniak-kula w pierś

 

Pamiętam jak patrzał i skamlał umierając: ”wody, przyjaciele!”

 

Rozdziobią ich kruki, wrony

Na obcych pobojowiskach

Strach, ślepy gość nieproszony

Siądzie przy ich ogniskach.

 

Na ugorach-wśród sinych pustkowi-

Śmierć jest cicha i ciche jest męstwo-

I grób cichy…

 

(piosenka „Wojenko, wojenko…-od słów „I różą na koszuli…, wykonawcy zapalają teraz znicze)

 

                                                                   III

                                                     

                                                         (taniec śmierci)

 

 

O, feudalna właścicielko naszych dni i nocy

 

Naszych dni i nocy

 

Łasico cmentarna, zjadaczko ostatniego potu

 

Naszych dni i nocy

 

Panno tatarskich, zazdrosna wszystkich narzeczono

 

Naszych dni i nocy

 

Mącicielko wody, lubieżna kusicielko

 

Naszych dni i nocy

 

Grzybie piwniczny, jadzie mityczny, wczesna trucicielko

 

Naszych dni i nocy

 

Założycielko rodu Borgia

 

Naszych dni i nocy

 

Muzo getta

 

Naszych dni i nocy

 

Wieżo z kości, arko z kości, bramo z kości, różo z kości

 

Naszych dni i nocy

 

(Piosenka „A my tej cudnej pani…”)

                                                                      

 

                                                                      IV

 

 

(dwie osoby ubierają „żołnierzyka”, wkładają mu jakiś mundur, czapkę i lekko popychają do przodu, on podchodzi powoli ze spuszczoną głową)

 

Żołnierzyk :                 (ktoś niewysoki)

 

To tak!...a śmiechu nie ma w tym, oj! Nie ma-

Dla widzów chyba[…]

Lecz dla nas?[…]

Ból, spieka, gorycz i marsz drogą krętą.

A śmiech? -to potem w dziejach-to potomni

Niech się uśmieją, że my tacy mali,

A oni szczęśni tacy i ogromni,

I czyści, i tak zewsząd okazali…

…a my-kawalery błędne,

Bez giermków, z wstęgą na piersi czerwoną’

Przez mokre lasy, przez lasy żołędne,

Ciągniemy przędzę z dala zaczepioną-

U przekreślonych szyb żelazną kratą,

U najeżonych bram wściekłą armatą…[…]

 ………..prawda jedynie wystarczy

 Nam, co za prawdą gonim. Don Kichotom,

Przeciwko smokom, jadom, kulom, grotom!...

 

                           (żołnierzyk  „umiera” –leży na podłodze)

 

 

                                                                   V

 

                                                         Lamentacje

 

 

(przez minutę czy dwie; aktorzy przykucają-przysiają na podłodze, dziewczynki rozpuszczają włosy, ręce we włosach, niektóre narzucają na nie chusty, na twarzach groza, ktoś „odważa się” podejść, suwając się po podłodze, wykonuje czułe gesty, na przykład głaszcze po twarzy,

Teraz co jakiś czas podchodzi ktoś inny w podobny sposób, ktoś podkłada poduszkę pod głowę, ktoś otula szalikiem, itp.,całyczas cichutkie „zawodzenie” wszystkich aktorów)

 

                                                                     VI

 

                                         (  Korowód – rytmiczny miarowy krąg)

 

 

Czemu, Cieniu, odjeżdżasz, ręce złamawszy na pancerz,

Przy pochodniach, co skrami grają około twych kolan?-

 

Miecz wawrzynem zielony i gromnic płakaniem dziś polan,

 

Rwie się sokół i koń twój podrywa stopę jak tancerz.

 

Wieją, wieją proporce i zawiewają na siebie,

Jak namioty ruchome wojsk koczujących po niebie.

 

Trąby długie we łkaniu aż się zanoszą, i znaki

Pokłaniają się z góry opuszczonymi skrzydłami,

Jak włóczniami przebite smoki, jaszczury i ptaki…

 

Idą panny żałobne: jedne podnosząc ramiona

Ze snopami wonnymi, które wiatr w górze rozrywa;

 

Drugie, w konchy zbierając łzę, co się z twarzy odrywa,

 

Inne drogi szukając, choć przed wiekami zrobiona…

 

Chłopcy biją w topory pobłękitniałe od nieba,

 

W tarcze rude od świateł biją pachołki służebne,

 

Wchodzą w wąwóz i toną…

 

…….wychodzą w światło księżyca

I czernieją na niebie, a blask ich zimny omusnął,

I po ostrzach jak gwiazda spaść nie mogąca, prześwieca

 

Chorał ucichł był nagle i znów jak fala wyplusnął…

 

Dalej-dalej-

 

 

 

VII

 

Narzeczona

 

(„narzeczona” stoi nieruchomo, pozostali ubierają ją w białe zwiewne materiały na kształt  sukni ślubnej, wkładają na głowę wianek, wypowiadając równocześnie swoje teksty):

 

Skoczysz ze snu…- Co się stało, mój Boże!-

Wyjrzysz oknem i wypadniesz z komory,

 

O mój miły, takie zimno na dworze!

Gdzie ty jesteś? Czyś ty ranny, czy chory?-

 

Zarży koń mój, skoczy na bok lękliwie…

-Ty mnie nie gładź swoją ręką pieszczoną,

Ty mnie nie gładź, bo na piersi i grzywie

 mam krew jego, mam krew jego czerwoną

 

- Jezus Maryja!- krzykniesz we łzach i trwodze-

Krew czerwona, krew czerwona jak róże.

 

(narzeczona przemieszczając się wolno po scenie śpiewa pieśń „Rozkwitały pąki białych róż”, a potem mówi): 

 

Boże mogił, Boże krzyżów przy drodze

Czemuś dał mu ginąć w obcym mundurze?-

 

(Jedna z osób podaje narzeczonej białą chustę, ona ją rozkłada, unosi lekko i w takt piosenki „Weronika” w wykonaniu Antoniny Krzysztoń od słów „Weronika idzie, krętą ścieżką idzie…” zmierza w stronę leżącego żołnierzyka, pochyla się nad nim i nakrywa tą chustą)

 

Jeno sen jego jest cudny, sen złoty

Sen wolności…

 

Wznosi W O L N O Ś Ć z krzyża zdjęte swe ramiona

Po jej skrzydłach spływa cichy blask jutrzenki

 

….Ponad kosmiczne krawędzie –

Szyje wygięte, jak na strzał cięciwy,

- Krzykniemy do gwiazd orędzie.

 

Podamy w niebo głos tak przenikliwy

- Może się wreszcie serce zadowolni –

Że go posłyszą gwiazdy, duchy, Diwy

JESTEŚMY WOLNI

 

(Piosenka w wykonaniu Jacka Wójcickiego z „Nieszporów ludźmierskich” od słów: „Kazałeś, kazałeś…do słów –zawsze byłeś ze mną”. Podczas tej zwrotki aktorzy nakładają na siebie codzienne ubrania, które zostawili gdzieś na proscenium, gaszą znicze)

 

 

VIII

 

 

Jeszcze jeden Listopad do okna zapukał

Żółtym liści szelestem. I znów nas odszukał.

 

Nas – zapatrzonych w przeszłość.

 

… w dni klęski i chwały,

Które nam po przodkach w spuściźnie zostały…

 

Jak tu prawdę o Polsce powiedzieć

 

To, co przeżyło jedno pokolenie,

Drugie przerabia w sercu i pamięci:

I tak pochodem idą cienie…cienie…

 

Polsko, żadnego nie przeklinaj z synów

Ani zapomnij z dzieci swych nikogo

 

Bo nie ma ziemi wybieranej,

Jest tylko ziemia przeznaczona

 

Polsko, żadnego nie przeklinaj z synów.

 

 

                                                            Maria Mossór

                                                            Gimnazjum w Jordanowie